|
Mistrzostwa świata w Rzymie były coraz bliżej. Zanim do nich doszło, Pawłowski wystartował w turnieju szablowym niezapomnianego Festiwalu Młodzieży w Warszawie. Po raz pierwszy zawieszono mu na piersi złoty medal, po raz pierwszy na jego cześć grano Mazurka Dąbrowskiego'. Pierś szermierza wzbierała dumą, a do oczu gwałtownie napływały łzy.
Mało kto pamięta pewien epizod z tamtych czasów, dowodzący, że indywidualność Pawłowskiego wykraczała znacznie poza zakres jednej tylko broni. Na mistrzostwach świata w Rzymie startował również w turnieju indywidualnym floretu. Nawyki szablowe nie mogły jednak pozostać bez wpływu na styl florecisty Pawłowskiego, ale doszedł aż do półfinału. W szabli tymczasem był piąty. Mogło być lepiej, ale wyczerpany długą chorobą organizm zawiódł w momencie, gdy medal zdawał się być już w zasięgu ręki.
1956 rok. Nowy cel w karierze sportowej Pawłowskiego, nowa wielka przygoda: Igrzyska Olimpijskie w dalekim Melbourne. W wyobraźni młodego człowieka rysowały się obrazy nieznanych kontynentów. Długa i niezwykle pouczająca podróż: Amsterdam, Rzym, później Czarny Ląd. Następnie skok przez Morze Czerwone i Ocean Indyjski, lądowanie w Kara-
Upragnionego Mazurka jednak nie było. Francuscy organiza torsy mistrzostw świata, pewni zwycięstwa jednego z Węgrów, nie pomyśleli o przygotowaniu płyty z polskim hymnem. Zamiast tego rozległ się chóralny śpiew rodaków, jeszcze bardziej wzruszający, bo spontaniczny. A więc kolejny, niezmiernie doniosły cel został osiągnięty. Następny wydawał się nie mniej trudny - dotyczył już całej drużyny sza-blowej. Jak obalić hegemonię węgierskiej szabli? - oto pytanie, jakie nękało Pawłowskiego, Zabłockiego oraz ich kolegów. Ponad 30 lat trwała, bez precedensu w światowym sporcie, zwycięska seria Madziarów! Aż wreszcie...
|