Na pierwszy w swym życiu obozie
Na pierwszy w swym życiu obóz kadry w Spale powołany został po przekroczeniu 15 metrów podczas rozgrywek o Puchar Miast. Nocą dojechał do Tomaszowa i potem dalej szedł piechotą. Kiedy' poczuł się senny, wyciągnął się w rowie, kładąc pod głowę wojskowy plecak. Przed świtem obudził go turkot furmanki. Woźnica podwiózł do Spały utrudzonego żołnierza. I jeszcze tego samego dnia pierwszy wspólny trening. Krótka rozgrzewka i bieg przez sześć okrążeń stadionu. Szmidt zszedł z bieżni przed czasem i kilkadziesiąt metrów dalej zaczął ćwiczyć swoje tempówki. 160 - 140 - 120 - 100 - 80 - 60 metrów. I szybciej, coraz szybciej... Nie bardzo się ludziom w głowie mieściło-, by taki żółtodziób mógł się bawić w indywidualistę i jeszcze do tego uparcie obstawać przy swoim. Zebranie trenerów określiło Szmidta „buntowszczykiem", grożąc wydaleniem z obozu, jeśli się nie podporządkuje ustalonym z góry treningowym receptom. Ugiął się,, lecz po-powrocie do domu wrócił do swoich wypróbowanych metod. Krzywa wyników nadal szła w górę... ' Niby już go akceptowano, lecz wciąż przypatrywano mu się sceptycznie. Co będzie z Józkiem dalej? Dalej były sztokholmskie mistrzostwa Europy. Korki komunikacyjne w sercu Sztokholmu sprawiły, że Szmidt omal nie przegapił skoku swej największej szansy. Na stadion wpadli razem z Malcher-czykiem zaledwie na 15 minut przed rozpoczęciem konkurencji.
 
portal pr | |