|
Nikt nie jest w stanie dokładnie określić, jaki wpływ na rozwój talentu i osobowość Jurka miała wielka indywidualność Wojtka, ale nie da się zaprzeczyć, że była siłą moto-ryczną w krystalizowaniu się wartości sportowych późniejszego mistrza. Zabłocki był już znany, jego efektowne walki i zwycięstwa stanowiły dla Pawłowskiego zachętę, pobudzały do wzmożonej pracy. Zwłaszcza, że w bezpośredniej konfrontacji częściej wygrywał Zabłocki. Obaj tworzyli nierozłączną parę na treningach i zazwyczaj walczyli do ostatniego wysiłku, czując w podświadomości potrzebę wciąż nowych wspólnych pojedynków. W twardym boju rodziła się przyjaźń, krzepły talenty, których później zazdrościł nam cały sportowy świat.
Wkrótce przyszły pierwsze kontakty międzynarodowe, w' których Pawłowski odczuł nowy smak zwycięstw. Ciekawość nastolatka połączona była z głodem coraz to cenniejszych sukcesów.
W 1952 roku nastąpiła pierwsza wielka przygoda w życiu Jerzego Pawłowskiego. Zaliczony w skład ekipy narodowej, wyjechał na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek. Pożegnanie z rodzinnym Grochowem, długa, trzydniowa podróż pociągiem „Krasmaja Strieła" i wreszcie miasto olimpiady, stońca światowego sportu.
|