|
„Szablista wszechczasów! Dziwnie to brzmi - mówi z uśmiechem na twarzy Pawłowski - a może nawet trochę pretensjonalnie. Kandydatowi do tego trofeum nie wypada przegrywać. Ale przecież to tylko sport, a więc nie same zwycięstwa. Prawdę mówiąc, marzyłem przede wszystkim o odpoczynku. Wtedy był on mi szczególnie potrzebny, aby z nowym zapałem wystartować do przygotowań przed olimpiadą w Meksyku. To był mój najtrudniejszy egzamin. Chciałem odpoczynku, bo, co tu ukrywać, zaczynałem się powoli starzeć..."
Mówił o starzeniu się, a każdego dnia dostarczał nowych dowodów niezwykłej wprost aktywności życiowej. W decydującym roku olimpijskiej próby w Meksyku dzielił czas między końcowe egzaminy na Uniwersytecie Warszawskim i salę treningową. Trzy miesiące przed wyjazdem na Igrzyska obronił pracę magisterską. A więc jeszcze jeden cel w życiu został osiągnięty. Świeżo kreowany magister prawa mógł teraz cały wolny czas poświęcić ukochanej szermierce. Niewiele go jednak pozostało...
Prawdę mówiąc sam się dziwił, jak ten czas szybko zleciał. Przecież tak niedawno był dopiero na pierwszym roku studiów, a tu już koniec. Jak do każdej wielkiej próby, tak i do tej, przygotowywał się niezwykle starannie. Całymi dniami wkuwał tysiące paragrafów, a rad oratorskich udzielał mu sam mistrz, Gustaw Holoubek. Miał pełną satysfakcję: egzamin dyplomowy zdał na piątkę.
|